piątek, 12 października 2012

Jest smoczek i nie ma smoczka:(((

Jeśli myśleliście, że gdzieś zniknęłam to mylicie się!!! Plotka o tym, że nie wróciłam z wakacji nad morzem też nie jest prawdziwa... a szkoda. Po prostu ktoś tu nie miał czasu napisać kilku słów, ale cóż, jak zwykle postanawiam się poprawić. Pewnie nie raz to jeszcze powiem...

Wreszcie po bardzo długiej przerwie powróciły moje kochane zajęcia na basenie. Jest mnóstwo zabawy i oczywiście "nauka pływania". Muszę przyznać, że przez czas wakacji dużo nie zapomniałam i idzie mi całkiem nieźle. Jak mi ktoś przypomni, że mam machać nóżkami, to w sumie pływam!



Kolejnym wydarzeniem była moja pierwsza wizyta u fryzjera. Włoski były już dość długie, więc trzeba było troszkę je skrócić i jakiś ładny fryz zrobić (tyle facetów dookoła - trzeba jakoś wyglądać). Wyszło całkiem nieźle i nawet mi się akcja podobała. Teraz chodzę i mówię wszystkim jak to było "ciach, ciach, ciach".

I jeszcze jedna wiadomość. Dla niektórych smutna, dla innych wesoła. Każdy tam wie co dla kogo. SMOCZEK MI GDZIEŚ WCIĘŁO !!! Ponoć lali oddałam. Tylko której?? Poza tym podobno to ja już za duża jestem na smoczek. Eeehh nie da się kupić nowego, na przykład większego dla dużych dzieci?? Będzie ciężko bez niego... nie tylko mi hehe:)
Do następnego!!!

środa, 5 września 2012

Wakacje cd. !!!

Ależ ten czas nad morzem leci. Ledwo przyjechaliśmy, a tu już za chwilę będzie trzeba wracać. Ale póki co korzystam z wakacji ile wlezie. Zjeżdżalnia, huśtawka, morze, plaża, spacerki... I tak w koło (bynajmniej nie do znudzenia). A teraz garstka szczegółów. Na plaży kocham przebywać. Kopanie dołków, robienie babek, ganianie po piasku i to co najwspanialsze - burzenie tego co Tata wybuduje - po prostu super!!! A i podniebna karuzela w wykonaniu Taty (zdjęcie poniżej)!!! Lepsze niż tysiąc wesołych miasteczek!! Jeśli chodzi o morze to nadal nie przekonałam się. Max zanurzenia to kostki. Jak dla mnie cały czas jest za zimne i na dodatek za duże fale. Może za rok, może inne morze... A na placu zabaw obok zjeżdżalni, zafascynował mnie "taptol" czyli dla nie wtajemniczonych, fajny samochodzik w kształcie mniej więcej traktora. Od momentu, kiedy go pierwszy raz zobaczyłam, moja pierwsza wiązanka słów rano to: "Mama, taptol, husiu". I wszystko jasne.


I smutna wiadomość. Niestety Antek pojechał już do domu. Nie żebym się teraz źle bawiła, ale jakoś tak… ehhh. Czwartym słowem rano jest aktualnie "Ata", a w czasie dnia rozglądam się po domku i mówię "Ata, Ata, tu nie ma, tu nie ma..."

Dzisiaj natomiast odkryłam coś super. Na spacerku odnalazłam w swojej kurteczce dwie śliczne kieszonki i na dodatek wykombinowałam, że można w nich dużo rzeczy schować. I tak po powrocie do domku były: 2 szyszki, 2 kamyczki, 4 patyczki i garstka piasku.





Hmmm zdecydowałam, że nie ma sensu prowadzić już zapisków słów, które udało mi się powiedzieć (będą tylko te najlepsze wypowiedziane kawałki). A wszystko przez to, że w zasadzie co Rodzice powiedzą to potrafię z lepszym lub gorszym skutkiem powtórzyć (nie żebym się chwaliła – po prostu powietrze morskie chyba całkiem dobrze wpływa na naukę).



środa, 22 sierpnia 2012

Wakacje

Jestem chyba w prawdziwym raju!!! Czy widzieliście kiedyś olbrzymią wannę?? To morze jest jak ich tysiące. A widzieliście ogromną piaskownicę?? Plaża jest dużo większa i fajniejsza. Ale stop emocjom i zacznę opowiadanie o wakacjach od początku. 


Zaczęło się zupełnie niepozornie. Jakieś przygotowania, pakowanie i nagle po kąpieli zamiast w łóżku ląduję w foteliku w naszym autku. W sumie pamiętam z nocnej podróży tylko jakiś postój na środku autostrady - czego Rodzice nie zrobią jak trochę zapłaczę (a tak serio brzuszek mnie bardzo bolał). I tak niepostrzeżenie (z małym postojem) znalazłam się nad morzem, w nowym domku, który jest naprawdę super. A na dodatek tuż przed nim mam plac zabaw z piaskownicami, zjeżdżalniami i huśtawkami. Kawałek dalej wspomniane już morze i plaża, a tam zabawa na całego. Dołki, zameczki, babki z piasku, kamyczki, zakopywanie nóżek - ekstra. Tylko żeby to morze troszkę cieplejsze było. Po dwóch dniach przyjechał mój najlepszy kumpel Antek wraz z Rodzicami (jakby bez nich mógł...) i dopiero wtedy zaczęła się prawdziwa zabawa, istne szaleństwo!! Jeszcze więcej dołeczków, zameczków... Ile można bez przerwy przebywać na plaży?? Jak dla mnie najchętniej trochę snu, obowiązkowo jakieś jedzonko i reszta czasu na plaży!!!


No na dziś dość. Brak mi troszkę czasu na pisanie, jeśli tyle ciekawych rzeczy naokoło - idę spać, żeby mieć siłę na jutro.

Aaa!! Musze się jeszcze pochwalić, że nauczyłam się ładnej kołysanki na dobranoc, a tak naprawdę jej skróconej wersji. Brzmi ona tak: Aaaa... kotki... nie... Olę. Po tłumaczenie i dłuższą wersję zgłoście się do mojej Mamy.



wtorek, 14 sierpnia 2012

Blisko, bliżej... już prawie wakacje!!!

Ojj już tak nie krzyczcie wszyscy. Wiem, że zaniedbałam trochę mój kochany Pamiętniczek. Mam nadzieje, że mi wybaczycie, a ja obiecuję poprawę.

Co u mnie słychać ? Dużo, bardzo dużo. Co chwila dzieje się coś ciekawego. To jakieś krótkie wyjazdy, odwiedziny u znajomych - jednym słowem pełno atrakcji. Powiększa się też z dnia na dzień mój zasób słownictwa. I to między innymi jakiego - grzecznościowego!!! Oto niektóre z nich (wiadomo, część lepiej mi wychodzi, a część potrafią zrozumieć tylko moi Rodzice):

- dziękuję,
- proszę,
- chodź tu (zintegrowane z odpowiednim machnięciem ręką),
- kup jaja (to jak ktoś idzie na zakupy, niekoniecznie po jaja),
- bułka (to mogę jeść na okrągło),
- Krecik (mój ulubiony bohater bajek - w zasadzie tylko ta bajka mogłaby dla mnie istnieć).

I wiecie co? Już za 4 dni wyjeżdżam na wakacje nad morze!!! Hura!!! Ale będzie super. A wiecie z kim jadę (no oprócz Rodziców)? Z moim kumplem Antkiem!! Przygotowuję się do tego wyjazdu od dawna. Nawet przeszłam u Taty skrócony kurs prowadzenia auta. Umiem kręcić kierownicą i co najważniejsze włączać radio!
Czekajcie na gorące relacje znad morza!!


poniedziałek, 9 lipca 2012

Zostanę letnim skoczkiem narcarskim!!

Ukrop leje się z nieba, żyć się nie da. Tym bardziej w naszym mieście. Padł więc super pomysł wyjazdu do mojej kuzynki Agatki do Bielska. Tam bliżej gór, wiec ponoć chłodniej - no nie zupełnie tak było, za to ile atrakcji!!! Takie wyjazdy to ja uwielbiam. Na początek pojechaliśmy do takiego fajnego parku, gdzie było pełno zwierzątek i to na wyciagnięcie ręki. Wreszcie na żywo zobaczyłam wszystkie te zwierzątka, które na co dzień oglądam w książeczce. Całkiem podobne... tylko jakieś takie większe:) Nawet zrobiłam pewnej sarence "moja, moja". Kolejnym punktem programu był mój pierwszy wyjazd kolejką linową w Wiśle. I wszystkim powiem tylko: SUPER. Nie ma się czego bać...Tata trzymał, a Mama tuż obok:)) Na górze czekał wspaniały widok na skocznie i okoliczne górki. Tak wysoko to ja chyba jeszcze nie byłam. Tylko dlaczego ta skocznia taka zielona, z TV ostatnio pamiętam, że są białe... hhmmm



I to jeszcze nie koniec atrakcji. Kolejnego dnia poszliśmy na długi spacerek nad rzeczkę, gdzie chodziłam po takiej zimnej wodzie (trzeba się przyzwyczajać, nie wiadomo jaką temperaturę morze będzie miało na wakacjach). A potem podjadłam na działce Cioci sporo porzeczek. Pychotka. Rodzice mówili, że u Babci w ogródku też są. Proszę się już szykować na mój najazd na te pyszne owocki!!


Poza tym muszę Wam powiedzieć, że coraz więcej słów pojawia się w moim słowniczku i widzę, że większość jest zrozumiała dla Rodziców (mój sukces... albo Rodziców). Zamach na moje pieluszki idzie całkiem nieźle, a co najważniejsze przy mojej zgodzie i chyba całkiem dużym wsparciu tego przedsięwzięcia. Oczywiście zdarza mi się jeszcze zapomnieć, że to do nocnika trzeba, ale cóż - jest dobrze;)