poniedziałek, 7 stycznia 2013

Święta, Święta i po Świętach

Ale ten czas leci!! I jak zwykle wiele się dzieje. Ja to mam życie bogate w emocje i wydarzenia. Święta, Sylwester, Urodziny Antka. Jednym słowem dzieje się.

Najpierw Święta - czyli chojeja (choinka) i znów góra prezentów ale także robienie pierniczków. Sama kilka zrobiłam:) Muszę się pochwalić też, że pomagałam ubierać wspomnianą już choinkę u nas w domku oraz u Babci i Dziadka. Obie oczywiście wyglądają cudnie (inaczej nie mogło być, gdy ja się do tego zabrałam). Chyba jakby w nagrodę za to i moje wspaniałe zachowanie przez cały rok, znalazłam pod choinką mnóstwo fajnych prezentów. Co najciekawsze, Aniołek (ponoć to on przyniósł) zostawił mi te prezenty u jednych Dziadków, u drugich i w nas domku też!! To się nazywać być grzecznym!!!

Na Sylwestra ostro balowaliśmy z Antkiem, ale do północy nie udało nam się dotrwać. Nie żeby mi się chciało spać... Rodzice kazali wybrać się do łóżka już o 22.00. Choć raz daliby pobawić się tyle ile chcę. Ehhhh... O północy na chwilę otworzyłam oczka, żeby zobaczyć kolorowe i głośne fajerwerki, ale nie zachwyciły, więc szybko poszłam z powrotem spać.

I najświeższa informacja. Z wczoraj. Kolejna impreza, tym razem u Antka. Mój młodszy kumpel obchodził 2 urodziny. I znów szaleństwo, zabawa autkami Antka, koparkami, olbrzymim garażem, jazda na koniku, na samochodziku, chrupków pod dostatkiem!!! Kiedy następna impreza Ciociu??

Z mojego gadania czasem wychodzą dość zabawne powiedzonka. W sumie to codziennie jest coś nowego, śmiesznego. Nawet wiem kiedy coś takiego powiem - miny Rodziców i ukrywany śmiech nie uchodzą mojej uwadze, ale śmieję się wtedy razem z nimi. Hhmmm wychodzi na to, ze śmieję się sama z siebie... Muszę to przemyśleć jeszcze.

Oto ostatnie moje gadanie:

Rozmowa z Babcią przez telefon:
Babcia: Oleńko, co robisz?
Ola: Tatusia nie ma CHOJEJA... (po krótkiej przerwie) kupić (Tatuś poszedł kupić choinkę)

Mama: Ola, ubieraj się szybciutko, jedziemy do babci.
Ola: Chila chila, tejaz Ola je jabuszko!

Fajne. W następnym wpisie przedstawię Wam trochę więcej moich powiedzonek (jest tego sporo i prawie co dzień dochodzi coś nowego).

niedziela, 16 grudnia 2012

Zobaczyć Świętego Mikołaja...

Prosiłam Mikołaja o jakiś choćby mały prezent, a tu dostałam ich tak dużo!! Wynika z tego, że byłam bardzo, bardzo grzeczna w tym roku. Jakoś to się nie zgadza, bo Rodzice twierdzą, że straszny ze mnie urwis i rozrabiaka (w sumie nie wiem dlaczego). Ale wracając do prezentów. Pół nocy nie spałam, żeby zobaczyć jak ten Mikołaj dostaje się do mojego pokoju i pewnie przyszedł jak już nie dałam rady i zasnęłam. Ehhh może za rok uda mi się go zobaczyć. W każdym razie przyniósł mi super kuchnię, na której uczę się gotować dla moich lal, a nawet zrobię pyszną kawę dla Taty!! Był też śmieszny klaun, z mnóstwem czegoś takiego co się fajnie wałkuje i lepi. Można z tego zrobić włosy klaunowi, język i inne rzeczy. I na koniec był jeszcze mały pluszowy tygrysek - teraz nieodzowny towarzysz przy zasypianiu.



Teraz czekam na kolejna okazję otrzymania jakiś prezentów - coś ktoś mówił, że pod choinką je znajdę. Gdzie ta choinka, nie czas jej już wystawić i przystroić?? Ja wiem... ciągle tylko o tych prezentach gadam i gadam ale czyż nie super jest je dostawać??!!!

Pochwalę się również, że coraz lepiej idzie mi składanie zdań. Widzę, że jestem doskonale rozumiana, co mnie niezmiernie cieszy!! Czy to już czas zadawania w kółko pytań z serii "co to??" czy "dlaczego??" Tak?? Ooo to się moi Rodzice ucieszą!!!:))

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Mieć 2 latka i nie przejmować się niczym!!!

Jak już napisałam w kiedyś tam... tłumaczenie się z braku wpisów nie ma większego sensu. Po prostu ich nie było. Taki mój kaprys:)) Czasem chyba można...??

Ale wróćmy do teraźniejszości. Co u mnie słychać?? Ojj bardzo, bardzo dużo. A słychać szczególnie dużo słów, a nawet w sumie całych zdań. I co uważam za sukces - jestem rozumiana prawie w 100%. Czasem nawet sama zaskakuję się wypowiedzianymi słowami. Oczywiście bywają momenty, kiedy rozgaduję się na całego, a bywa też, że siedzę cicho (to wtedy jak się troszkę wstydzę). To drugie jednak bywa coraz rzadziej:))

Poznałam ostatnio ładne słowo, które ponoć (według Rodziców) bardzo pasuje do mojego codziennego postępowania - "szaleje". Ale czy Wy uwierzycie, że ja, ta mała, kochana dziewczynka może zachowywać się w taki sposób, że to określenie pasuje do mnie?? Hehehe!!! Musicie kiedyś wpaść do mnie i przekonać się o tym na własnej skórze. Zapraszam!!

Nie mogę pominąć tematu mojego kochanego basenu. Faktycznie moim podstawowym środowiskiem jest chyba woda. Oczywiście pod warunkiem, że jest ciepła!! Nie to co w morzu w czasie wakacji... Uwielbiam jak na zajęciach zakładamy na rączki pompowane skrzydełka. Wtedy pływam sobie sama jak chcę, skaczę do wody. Mówię Wam - super zabawa. Kto nie spróbował to niech żałuje!!!



I ostatni temat na dziś. I to jaki - najważniejszy!!! A mianowicie moje drugie urodzinki!!! Tak, tak, właśnie skończyłam 2 latka!!! Czas szybko płynie. Oczywiście nie mogło zabraknąć całkiem sporej imprezy w związku z tą niezwykle ważną okazją. A nawet dwie imprezy!! Na pierwszą zaproszeni byli Dziadkowie oraz Ciocie i Wujek. Na drugą moi dobrzy znajomi - czyli impreza dla młodzieży!!! Było super, zabawa na całego i oczywiście duużżżooo prezentów. Mam od dziś własnego laptopa, super tablicę do rysowania, płaczącą i śmiejącą się lalę, Krecika, zestaw małej kasjerki i klocki. Widzicie!! Opłaca się robić dwie imprezy!!! Był też bardzo fajny tort i kilkukrotne dmuchanie świeczek (to jest dopiero super zabawa).


Do Świętego Mikołaja!!! Chciałam tylko jeszcze wspomnieć, że ja tak ogólnie to byłam całkiem grzeczna (przynajmniej tak mi się wydaję) i bardzo proszę Mikołaju wpadnij do mnie z jakimś małym prezentem:))))

piątek, 12 października 2012

Jest smoczek i nie ma smoczka:(((

Jeśli myśleliście, że gdzieś zniknęłam to mylicie się!!! Plotka o tym, że nie wróciłam z wakacji nad morzem też nie jest prawdziwa... a szkoda. Po prostu ktoś tu nie miał czasu napisać kilku słów, ale cóż, jak zwykle postanawiam się poprawić. Pewnie nie raz to jeszcze powiem...

Wreszcie po bardzo długiej przerwie powróciły moje kochane zajęcia na basenie. Jest mnóstwo zabawy i oczywiście "nauka pływania". Muszę przyznać, że przez czas wakacji dużo nie zapomniałam i idzie mi całkiem nieźle. Jak mi ktoś przypomni, że mam machać nóżkami, to w sumie pływam!



Kolejnym wydarzeniem była moja pierwsza wizyta u fryzjera. Włoski były już dość długie, więc trzeba było troszkę je skrócić i jakiś ładny fryz zrobić (tyle facetów dookoła - trzeba jakoś wyglądać). Wyszło całkiem nieźle i nawet mi się akcja podobała. Teraz chodzę i mówię wszystkim jak to było "ciach, ciach, ciach".

I jeszcze jedna wiadomość. Dla niektórych smutna, dla innych wesoła. Każdy tam wie co dla kogo. SMOCZEK MI GDZIEŚ WCIĘŁO !!! Ponoć lali oddałam. Tylko której?? Poza tym podobno to ja już za duża jestem na smoczek. Eeehh nie da się kupić nowego, na przykład większego dla dużych dzieci?? Będzie ciężko bez niego... nie tylko mi hehe:)
Do następnego!!!

środa, 5 września 2012

Wakacje cd. !!!

Ależ ten czas nad morzem leci. Ledwo przyjechaliśmy, a tu już za chwilę będzie trzeba wracać. Ale póki co korzystam z wakacji ile wlezie. Zjeżdżalnia, huśtawka, morze, plaża, spacerki... I tak w koło (bynajmniej nie do znudzenia). A teraz garstka szczegółów. Na plaży kocham przebywać. Kopanie dołków, robienie babek, ganianie po piasku i to co najwspanialsze - burzenie tego co Tata wybuduje - po prostu super!!! A i podniebna karuzela w wykonaniu Taty (zdjęcie poniżej)!!! Lepsze niż tysiąc wesołych miasteczek!! Jeśli chodzi o morze to nadal nie przekonałam się. Max zanurzenia to kostki. Jak dla mnie cały czas jest za zimne i na dodatek za duże fale. Może za rok, może inne morze... A na placu zabaw obok zjeżdżalni, zafascynował mnie "taptol" czyli dla nie wtajemniczonych, fajny samochodzik w kształcie mniej więcej traktora. Od momentu, kiedy go pierwszy raz zobaczyłam, moja pierwsza wiązanka słów rano to: "Mama, taptol, husiu". I wszystko jasne.


I smutna wiadomość. Niestety Antek pojechał już do domu. Nie żebym się teraz źle bawiła, ale jakoś tak… ehhh. Czwartym słowem rano jest aktualnie "Ata", a w czasie dnia rozglądam się po domku i mówię "Ata, Ata, tu nie ma, tu nie ma..."

Dzisiaj natomiast odkryłam coś super. Na spacerku odnalazłam w swojej kurteczce dwie śliczne kieszonki i na dodatek wykombinowałam, że można w nich dużo rzeczy schować. I tak po powrocie do domku były: 2 szyszki, 2 kamyczki, 4 patyczki i garstka piasku.





Hmmm zdecydowałam, że nie ma sensu prowadzić już zapisków słów, które udało mi się powiedzieć (będą tylko te najlepsze wypowiedziane kawałki). A wszystko przez to, że w zasadzie co Rodzice powiedzą to potrafię z lepszym lub gorszym skutkiem powtórzyć (nie żebym się chwaliła – po prostu powietrze morskie chyba całkiem dobrze wpływa na naukę).