piątek, 15 listopada 2013

Retrospekcja nr 3 (ostatnia) - Przedszkole

Sporo ostatnimi czasy rozrabiałam, dokuczałam, marudziłam i doigrałam się... wysłali mnie do przedszkola. Tylko już sama nie wiem czy to miała być kara za to zachowanie czy nagroda?? Bo dla mnie w 100% nagroda!!!

Przez pierwsze dni miałam małe opory przed zostaniem, ale szybko przekonałam się, że w przedszkolu jest super. Aktualnie jak Mama po mnie przychodzi to jedyne słowo cisnące mi się na usta to wcale nie "dzień dobry" czy "cześć" tylko "JUŻ ??".

Uczymy się tu wielu fajnych zabaw i piosenek. Na przykład Hymn Przedszkola. Śpiewam go teraz codziennie i to nie tylko w przedszkolu...  myślę, że Rodzice też już znają go doskonale na pamięć. Ale śpiewam i śpiewam, żeby przypadkiem nie zapomnieli:))) W ogóle w przedszkolu tyle się dzieje, że opowiedzenie wszystkiego zajęłoby sporo czasu. Na pewno nie raz zdam Wam jeszcze relacje z mojego pobytu w tym miejscu. Niech mi tylko ktoś odpowie na jedno nurtujące mnie pytanie... kto wymyślił spanie w przedszkolu??? Niech ten ktoś przyjdzie i pośpi, jak dookoła tyle fajnych zabawek!! Bezsens...

Z innych ciekawych rzeczy, które wydarzyły się jeszcze ostatnio to chrzest Majki. Bardzo mi się podobał, a szczególnie cześć druga... mniej oficjalna. Bo chyba, żebym nie poczuła się jakoś stratna czy smutna, dostałam kilka fajnych prezentów. Niby nie moja impreza, ale też się załapałam:)) Co do Majki to również jeszcze dużo do opowiadania mam o tym pociesznym małym głuptasie i oczywiście uczynię to.


Były też w ostatnim czasie dwie fantastyczne wycieczki. Jedna do takiej super dolinki, gdzie było pełno liści, skałki i... pyszny serniczek w kawiarni:))) Druga to już dalsza, w celu podtrzymania na duchu Taty podczas jego biegania w jakiś zawodach. Że się chcę tylu ludziom tak bez sensu ganiać...:P


Wracając jeszcze do prezentów... kończę już, bo muszę wymyśli co chcę w tym roku dostać od Mikołaja. Choć ostatnio Rodzice straszą, że do mnie nie przyjdzie, bo do niegrzecznych dzieci nie przychodzi... Bujda!! Mikołaj przychodzi do Wszystkich, a ja jestem bardzo grzeczna:)))) Tyle na ten temat!!!

wtorek, 12 listopada 2013

Retrospekcja nr 2 - Wakacje

Kolejnym, bardzo ważnym wydarzeniem, które "ominęłam" były wakacje - w moim przypadku wyjazd nad morze. 

Niestety w tym roku bez Antka:(( (chyba pamiętacie jak się rok temu świetnie razem bawiliśmy). Za to z Mają!! No i Rodzicami.


Jak zwykle wsadzono mnie do samochodu i.... obudziłam się nad morzem. Takie podróże to ja lubię!!! Na miejscu mało nie oszalałam ze szczęścia. Oprócz znanego mi już skądinąd domku i placu zabaw, zobaczyłam dużą trampolinę. I w sumie mogłoby nie być nic więcej nad tym morzem. Oszalałam na punkcie tej trampoliny, spędzając na niej sppoooorrroooo czasu. Dzień bez trampoliny - dniem straconym!!! Oczywiście znalazłam sobie też koleżanki (ciut starsze) i całkiem fajnie się z nimi bawiłam, między innymi na trampolinie:)))


A morze....?? A morze jak zwykle zimne i fale za duże. Nawet paluszków nie moczyłam. A jak woda była potrzebna do budowanych z Tatą olbrzymich zamków, dołów itp., to oczywiście wysyłałam .... głównego pomocnika budowniczego czyli Tatę. Dla jasności ja byłam głównym budowniczym... i decydującym o czasie i zakresie spontanicznych wyburzeń.


Bardzo podobały mi się również wyjazdy do trochę większej wioski. Przeważnie kończyły się one wizytą w wesołym miasteczku lub dużą porcją lodów:)))

Co do Mai... Jej chyba było bez różnicy czy w domku, czy nad morzem, czy na wycieczce. Ona miała zdecydowanie swoje nadmorskie atrakcje pod postacią spania i jedzenia. Próbowałam to urozmaicić pokazywaniem stateczków na morzu lub sypaniem na Nią piaskiem, ale jakoś nie podchwyciła tematu.

A jeszcze jedno. Nie tylko nad morzem miałam super wakacje. Dostałam również olbrzymi, dmuchany basen, ze zjeżdżalnią. Został ustawiony u Dziadków. Normalnie istne szaleństwo!!!!

PS. Sporo zdjęć z wakacji, szaleństw basenowych i innych ciekawych momentów, których nie opisałam znajdziecie na Oleńkowa Galeryjka.

czwartek, 7 listopada 2013

Retrospekcja nr 1 - Moja kochana siostra Maja

Tak jak obiecałam, zanim wrócę do pisania na bieżąco, to mały powrót do przeszłości.  

Jak już dobrze wiecie "dorobiłam" się siostry. Hmmm i to by było na tyle w tym temacie... Żart:)))

W sumie nie wiem tak do końca skąd, jak i przede wszystkim po co, pewnego majowego dnia pojawiła się na świecie moja siostra - Maja. To imię to nie wiem czy od miesiąca, w którym to się wydarzyło czy to fascynacja Rodziców pewną bajką (ja tam wolę Scooby Doo, Artura i Minimki lub Truskawkowe Ciastko). Ale w sumie, tak po namyślę, to imię jak każde inne. Przeszłam z nim na porządek dzienny. 


Najpierw nie mogłam się doczekać, aż Maja wróci do domku. Wyszykowałam z Tatą super plakat na powitanie. I tu muszę przyznać się, że od tego czasu nadal nie rozumiem chyba słowa "jutro". Bo co mi mówiono, że już jutro Maja będzie w domku, to okazywało się, że jak już było jutro, to Maja ma być dopiero jutro. A jutro, że jutro... Na szczęście chyba ktoś przekonał Maję, że ja nie gryzę i pewnego jutro pojawiła się!! Taki śliczny mały skrzacik. Oczywiście zaczęło się: "Jaka piękna, jaka cudowna" i tysiąc zdjęć. Eehhh. Ze mną też tak było??


Od razu postanowiłam pokazać jej jak bardzo ją kocham i zażyczyłam sobie wziąć ją na raczki. Aktualnie pokazuję jej co najwyżej kto rządzi w tym domu:)))

Od tego czasu zaczęło się. Je, śpi, płacze i krzyczy. I tak w kółko przez prawie pół roku. Ale staram się być jak najlepszą, starszą, mądrzejszą, bardziej doświadczoną, piękniejszą i.... siostrą. Ehh ta moja wrodzona skromność... Ale wracając do tematu, chodzę z Maja na spacerki (i z Mamą oczywiście też), pcham nawet czasem wózek, podaję jej smoczek i zabawki, trzymam za rączkę i nie wiem czemu, ale zafascynowana jestem sprawą kąpieli Mai (nie odpuszczam prawie żadnej).


Aktualnie moja siostra lada dzień będzie obchodziła pół roczku, je trzy razy więcej niż ja (choć ja zjadam dwa obiadki) i śmieje się na każdym kroku (oczywiście Mamy kroku), a już najbardziej jak mnie widzi. Czasem się zastanawiam czy mam coś na buzi, albo włosy nie tak, że się tak rechocze na mój widok. A właśnie, jej ulubione zajęcie - ciągnięcie mnie za włosy.

Na koniec przyznam się bez bicia... nie jest taka zła ta moja siostra. Idzie się przyzwyczaić:)))

sobota, 2 listopada 2013

Reaktywacja czyli idzie lasem Pani Jesień

No i stało się!!! Przypomniałam sobie hasło do bloga!!!!! No przecież dlatego mnie na pół roku wywiało stąd. Nie, że mi się nie chciało, czasu nie było, zabawki były ważniejsze. Również nie letnia pogoda i ciągłe szaleństwa na placu zabaw. Ani to, ze do przedszkola chodzę. Nawet nie to, że Siostrę mam i utrapienie boskie z nią. Nie, nie i jeszcze raz nie! Hasło... magiczne, wymyślone... zapomniane... 

Wiem, że tęskniliście...
Jestem... i mam nadzieję już będę hehe!!!

A teraz nawet nie wiem od czego tu zacząć. Zastanawiam się właśnie jak to nadrobić i... chyba już wiem :) Zrobię telegraficzny skrót. Ze dwa dłuższe posty (hehe będziecie mieć co czytać) i już będziecie w miarę na bieżąco. Oczywiście nie myślcie sobie, że moje życie (jeszcze większe utrapienie dla moich Rodziców, niż dla mnie moja Siostra) przez te pół roku było tak nieciekawe, że zmieści się w dwóch postach. Ale jakoś muszę wytłumaczyć Wam co się tu działo, po co i dlaczego, a równocześnie was nie zanudzić. 


Kilka najważniejszych informacji:
- chodzę do przedszkola... z wielką chęcią... gdzieś trzeba rozładować emocje;
- mam Siostrę... płacze, je, śpi, płacze, je, śpi.... nie śpi, płacze, je, je nie śpi, płacze... i tak w kółko, nie wmówicie mi, że ja też taka byłam;
- byłam na wakacjach, oczywiście nad kochanym morzem, ciepły piasek, zimne lody i daleko od lodowatego morza;
- jestem rozrabiaka i łobuz (lekko mówiąc) i jest mi to powtarzane na przemian z tym jaka to ja jestem inteligenta, zwinna, piękna i powabna.

Szczegóły oraz reszta niezwykle ciekawych i zabawnych historyjek już w najbliższym poście. ZAPRASZAM!!!

PS. Hasło już pamiętam (zapisałam pisaczkiem tu i tam - tylko Rodzicom nie mówcie), więc kolejny post już lada dzień!!!





czwartek, 18 kwietnia 2013

Z zimy prosto do lata

No wiem, wiem, dawno nic nie pisałam. Ale zima na wiosnę była i nic ciekawego się nie działo. Nawet z koszyczkiem do święcenia prawie w śniegu brnęłam... A potem na wiosnę się lato zrobiło i się przeziębiłam, co oznaczało znów siedzenie w domu...


Ale szybko wyzdrowiałam (to chyba na myśl o możliwości pójścia na  pole) i już parę razy mogłam wypróbować na osiedlowych trasach mój nowy super rowerek. No i spytacie jak... SUPER. Nawet Tacie jest trudno mnie dogonić. Jednym słowem szaleństwo!!! Obiecuję, że niedługo wrzucę tu krótki filmik z mojego jeżdżenia. 
A przedwczoraj byłam u Antka i wiecie co... On ma taki sam rowerek. To znaczy nie taki śliczny zielony jak mój ale podobny, też fajny. No i ścigaliśmy się na całego.


Coraz bliżej jest też chyba do pojawienia się na świcie naszego małego Dzidziusia... czyli mojej siostrzyczki. W domku pojawiła się już kołyska i przewijak. Pamiętam jak przez mgłę, że ten ostatni już kiedyś w domu stał, ale nie wiedziałam, że on jest taki mały. Aż mi się nie chcę wierzyć, że ja kiedyś byłam taka mała i się na nim mieściłam. 

Mam z tym tematem jeszcze pewną sprawę. Ponoć imię już wybrane... ale ja się pytam, czy moje zdanie się tu nie liczy?? A może ja bym chciała, żeby się Ona nazywała...hhhmmm Jak wymyślę to Wam powiem...